Strona 2 z 6
Pierwszą nieprawdą na którą się natknąłem to to, że Microsoft ma bardziej regularnie wydawane aktualizacje (raz w miesiącu z tego co można wyczytać w artykule, pomijając aktualizacje bezpieczeństwa), a użytkownicy Kubuntu sami muszą dbać o aktualizacje. Oczywiście jest to nieprawda, ponieważ (K)Ubuntu sam powiadamia użytkownika o wydanych poprawkach lub instaluje je automatycznie w zależności od ustawień. To jest jedna z funkcji menedżera oprogramowania, aby dbać o to żeby system był na czasie. Do tego poprawki nie są wydawane co miesiąc tylko na bieżąco. Ci co używają na Ubuntu wiedzą że aktualizacje bywają nawet co dzień. A to dlatego że menedżer pakietów aktualizuje nie tylko system, ale całe oprogramowanie zainstalowane w systemie przez niego.

Pod Ubuntu też jest podgląd okien, tylko trzeba go włączyć.

Pod Ubuntu też jest podgląd okien, tylko trzeba go włączyć.
Kolejna bzdura to że poprawki Kubuntu nie są sprawdzane zanim trafią "do ludzi". Nie wie pewnie o tym ktoś kto nigdy nie zgłaszał błędów do developer'ów. Odbywa się to zazwyczaj tak: zgłaszam błąd w działaniu programu czy elementu systemu, developer'zy odpowiadają, badają problem wraz z plikami na temat problemu, które wysyła system automatycznie przy zgłaszaniu błędu, później dają łatkę do przetestowania, użytkownicy testują, jeśli wszystko wydaje się ok, łatka jest opublikowana i update'y można ściągać.
Idąc dalej ścieżką bezpieczeństwa systemu autor artykułu narzeka, że nie ma oprogramowania antywirusowego i antyszpiegowskiego na Kubuntu. Przyzwyczajony pewnie tym, że skoro na Windzie się nie może bez tego obejść, myśli że na Linuksie też jest taka potrzeba, sam pisząc wcześniej że wirusów na Linuksa jest jak na lekarstwo. A prawda jest taka, że oprogramowanie antywirusowe jest, np. ClamAV czy narzędzia do usuwania rootkitów (rkhunter, chkrootkit). Mało tego, jest oprogramowanie, które natywnie działa na Linuksie a skanuje systemy Windows w poszukiwaniu wirusów, np. NOD. Oprogramowania antyszpiegowskiego nie ma, ponieważ nie ma szpiegowskiego na Kubuntu. Patrząc po ilości oprogramowania na Linuksa, sądzę że jeśli spyware istniał by na Linuksa, na pewno istniały by programy typu antyspyware. Wystarczyło trochę poczytać i poszukać zanim zaczęło się wypisywać bzdury.
Centrum zabezpieczeń w Windows 7 to zapora sieciowa, automatyczne aktualizacje, ochrona przed złośliwym oprogramowaniem. Pan Miśkiewicz pisząc artykuł ubolewał nad tym faktem, że inne systemy nie mają czegoś takiego. Nie mają z tych samych powodów dlaczego nie ma oprogramowania spyware. Pewnie jakby były tego typu zagrożenia w Linuksie pewnie byłaby potrzeba wdrażania odpowiednich zabezpieczeń. Ba nawet twierdzi, że Kubuntu nie ma firewall'a. Oczywiście znów nie doczytał co to jest iptables i o tym, że po zainstalowaniu Kubuntu nie ma żadnych otwartych portów. Jedyne co można ściągnąć to nakładkę graficzną ułatwiającą zarządzanie firewall'em w Kubuntu (polecam Firestarter).
Autor ma także braki w wiedzy na temat phishing'u twierdząc, że to system broni nas przed tym. Prawda jest taka, że to przeglądarka ma powiadomić nas że strona którą otworzyliśmy jest fałszywa i lepiej tam nie podawać swoich danych. Ale jeszcze lepszym zabezpieczeniem jest myślenie, które nie wymaga posiadania systemu operacyjnego, aby nie dać się nabrać na tego typu zagrywki ze strony przestępców.
Następnie pan Miśkiewicz zachwyca się nowym UAC w Windows 7. Ale chyba nie czytał tego artykułu. Na Vistę ludzie narzekali, że zadaje mase pytań. Podczas zmiany nazwy pliku w systemie musiałem odpowiedzieć 2 czy 3 razy czy to na pewno ja zmieniam nazwę pliku. Program się pytał bez względu na to kto czy co chciało wprowadzić zmiany w systemie. Owszem było to wkurzające, ale przecież można było to rozwiązać tylko jedno odpowiedzią na to pytanie a nie trzema. W Windows 7 rozwiązano to inaczej: aby nie denerwować użytkownika pytaniami, system sprawdza jaki program chce wprowadzić zmiany w systemie. Jeśli to program podpisany przez M$ to ma pozwolenie. Jeśli to obcy program dostajemy pytanie czy to na pewno my chcemy zmian. Ale gdy złośliwy program będzie chciał wykonać to działanie, wykorzysta do tego podpisany program przez M$ np. powłokę Explorer, to możemy mieć kłopoty. Z punktu widzenia systemu operacyjnego UAC z Windows 7 jest jego zagrożeniem. I to jest wyższość wpisywanego hasła w Linuksie czy Mac OS. Tym bardziej, że hasło wpisuje raz przed wykonaną czynnością, uprawnienia zostają zapamiętane na kilka minut dla tej powłoki i następne polecenia mogę wydawać bez podawania hasła.
Pomimo wszystko autor stawia na Windows'a 7 jako najbezpieczniejszego, za pewne dlatego że ma Centrum zabezpieczeń LOL.


