Drukuj
Nadrzędna kategoria: Ubuntu
Kategoria: Recenzje
Odsłony: 15014
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
Widzę, że będzie to już moją tradycją - pisanie długich recenzji - tak więc i tym razem nie inaczej. Jeśli wahasz się czy zainstalować nowy system od Canonical zapraszam do lektury. Mam nadzieje, że nie przynudzę, a ciekawie opowiem o nowych zmianach w Ubuntu 10.04.
Instalacja Ubuntu 10.04(Trochę opóźniona ta recenzja, ale nie miałem czasu aby siąść raz a dobrze i napisać wszystko na raz. Po za ty wolałem dogłębnie przetestować nowe Ubuntu).
W tej wersji zapowiadano wiele zmian, również dotyczących wyglądu. Po nieudanej (moim zdaniem) premierze Ubuntu 9.10 obawiałem się, że te zmiany będą zbyt rewolucyjne. Tym razem się miło zaskoczyłem.
Nowy pulpitZmiany są spore, ale co się dziwić to wydanie LTS. Dotyczą zarówno wyglądu, zawartości oprogramowania na płycie i repozytoriach oraz funkcjonalności. Mniej więcej w tej kolejności będę je omawiał. Zacznę od wyglądu, bo to pierwsze co się rzuca w oczy po uruchomieniu nowego Ubuntu. Po pierwsze kolorystyka. Koniec z odcieniami brązu i kremowej bieli. Teraz dominuje ciemny szary i fiolet. Górny i dolny panel oraz menu nabierają ciemnego koloru. Dla mnie osobiście kolorystycznie jest tak sobie z lekkim plusem, ponieważ lubię ciemne motywy. Nie podoba mi się natomiast odcień czerwonego, który pojawia się w pasku postępu. Jest ohydny i nie pasuje w ogóle do motywu. Kolor ten pojawia się również w zaznaczeniach i w suwakach.
Paski postępu w Ubuntu 10.04
Zmienia się również motyw na Ambiance. Wykorzystuje silnik Murrine oraz motyw Metacity o tej samej nazwie. Jeśli już jesteśmy przy Metacity nie sposób nie zauważyć jednej z kontrowersyjnych zmian w 10.04: zmiany pozycji gadżetów sterujących oknem, czyli zamykanie, minimalizacja i maksymalizacja. Nowe ustawienie gadżetów MetacityMi akurat to nie przeszkadza, sam używam swojego motywu, w którym przycisk zamykania okna mam po lewej stronie (jak w Amidze). Kwestia przyzwyczajenia. System domyślnie nie został wyposażony w łatwe narzędzie do zmiany ustawień gadżetów menedżera okien. Można je skonfigurować za pomocą GConf'a lub jeśli nie czujemy się na siłach do grzebania w takiej konfiguracji możemy użyć łatwego w obsłudze Ubuntu Tweak. Dla mnie ta zmiana była jedną z pozytywnych. Czemu gadżety okna mają się znajdować po prawej stronie okna? Bo ktoś z Redmond tak wymyślił? Jeśli komuś się nie podoba zawsze może przestawić je z powrotem lub po prostu jak chce.
A teraz jedna ze zmian, która nie przypadła mi do gustu. Co wydanie zazwyczaj coś wycinają, co jest mi potrzebne lub do czego się przyzwyczaiłem. Piszę teraz o małym przycisku w Nautilusie, który pozwalał przełączać między ścieżką dostępu z przyciskami, a pisaną ręcznie. Niby drobiazg, ale przydany gdy jesteśmy w katalogu domowym, a chcemy szybko wejść do katalogu ukrytego np. z ustawieniami. Dzięki autouzupełnianiu nazwy, szybko mogliśmy się w nim znaleźć. Sprawa jednak nie wygląda do końca tragicznie, całe szczęście działa jeszcze skrót klawiszowy pozwalający na włączanie ręcznego podania ścieżki dostępu (Ctrl+L).
Brak przycisku wprowadzania ścieżki dostępu
Jeszcze jedną zmianą, która mi się nie podoba i którą uważam bez sensu to usunięcie karty Interfejs z ustawień wyglądu. Można było w niej ustawić czy na toolbar'ach mają być wyświetlane ikony czy tylko sam tekst, a może to i to. Albo czy mają być wyświetlane ikony w menu podręcznym. Całe szczęście mamy takie narzędzia jak Ubuntu Tweak, które pozwala na włączenie tych opcji. Ale dla samego systemu to zdecydowany minus.
Brak karty Interface przy konfiguracji wyglądu
Rekonstrukcji podległ również applet powiadamiania, który podobno ma w przyszłości zastąpić tackę systemową. Ciekaw jestem tylko jak rozwiążą problem kompatybilności wstecznej. Ale to w przyszłości. W applecie tym są teraz trzy ikony. Wcześniej była tylko koperta, która informowała o nowych mejlach w skrzynce odbiorczej Evolution czy wiadomości w Empathy. Teraz do koperty dołącza ikonka z stanem baterii (w przypadku laptopów) oraz ikonka głośnika, która odpowiada za głośność i konfigurację karty dźwiękowej. Małym minusikiem jest że nie ma tooltip'ów czy małych "chmurek" które pokazywały się wcześniej po najechaniu myszą. Gdy ta znajdowała się wcześniej nad ikoną głośnika pokazywała poziom głośności, a gdy była nad baterią pokazywała ile jeszcze minut zostało do rozładowania. Teraz trzeba kliknąć w te ikonki, aby się o tym dowiedzieć. Podoba mi się, że wrócił poziomy suwak ustawiania głośności. Dobrym rozwiązaniem jest również możliwość szybkiego tworzenia nowych mejli nawet gdy nie jest uruchomiony Evolution. Po prostu klikamy ikonę koperty i później Utwórz nową wiadomość. Z poziomu tej ikonki mamy również szybki dostęp do Gwibber'a.
Nowy applet powiadamiania
Wracając jeszcze na chwilę do Nautilusa warto wspomnieć o ciekawym trybie. Opcja w menu Dodatkowy panel w menu Widok dzieli okno menedżera plików na dwa. Splitview - bardzo ciekawa opcja w NautilusieDzięki takiemu widokowi możemy z łatwością porównywać katalogi czy kopiować dane pomiędzy nimi. Do tego każdy może mieć własne karty co daje spore możliwości przy porządkowaniu plików. Panel możemy również wywołać skrótem klawiszowym F3.
Tyle samego pulpitu. Oprócz niego zmienił się również ekran ładowania systemu. Już nie ma Usplash'a ani Xsplash'a, który zagrzał krótko miejsce w Ubuntu. Teraz tą rolę przejął Plymouth. Jest on łatwiejszy w konfiguracji, aby zmienić motyw wystarczy go wgrać i zmienić dowiązanie. Dodatkowo łatwiej te motywy modyfikować i tworzyć nowe. Motywy Usplash'a były pisane w C++ i bez wiedzy programistycznej nie można było stworzyć nowego motywu. Problemy były również z jego zmianą na inny, ściągnięty np. z GnomeLook.
Tyle o wyglądzie. Przejdę teraz do zmian w oprogramowaniu.

Ubuntu zazwyczaj jest dystrybuowane na płytach CD, które nie dysponują dużą ilością wolnego miejsca. Jak na współczesny system 700MB to trochę mało, ale biorąc pod uwagę, że Ubuntu ma być ściągane legalnie z netu, ilość MB ma znaczenie. A i tak te 700MB daje więcej ciekawego oprogramowania niż 2,2 GB ze "złotej płyty".
Pierwszą zmianą oprogramowania, która była głośno omawiana to wyrzucenia z płyty instalacyjnej Gimp'a. To druga z kontrowersyjnych zmian, ponieważ wśród użytkowników Ubuntu jest wielu fanów Gimp'a (w tym ja). SimpleScanAle nie było to dla mnie problemem, rozumiem że miejsce na płycie potrzebne. Po prostu kolejna rzecz do wykonania po instalacji systemu. W menu Grafika brakuje również Xsane. Został zastąpiony programem Simple Scan. Widać w tym ukłon w stronę początkujących użytkowników. Pytanie tylko czy zielony użytkownik odważy się zainstalować Ubuntu.
Nowością w 10.04 jest natomiast PiTiVi, prosty edytor wideo. Słyszałem, że ma być odpowiednikiem Windows Movie Maker, ale nie oszukujmy się, daleko mu do niego, choć WMM nie należy do skomplikowanych. PiTiVi może służyć do cięcia i składania filmów. Brak jakichkolwiek efektów czy nawet możliwości wstawienia napisów. Jednym słowem to bardzo prosty edytor.PiTiVi - bardzo prosty edytor wideo
Zmiany również dotknęły samych repozytorii. Są plusy i minusy. Plusy to pojawia się sporo nowego i ciekawego oprogramowania w oficjalnych repozytoriach i to w miarę najnowszych wersjach. Wystarczy spojrzeć na Centrum Oprogramowania. Minusem jest to, że programy z których wcześniej korzystałem teraz powypadały z repo. Np. Wallpaper-tray, bajer który co jakiś czas zmieniał mi losowo tapetę. Dali inny program który chodzi na Mono i strasznie żre moc procka. Przeglądając Launchpad'a 10.04 znalazłem Wallpaper-Tray, mogłem go ze strony ściągnąć, ale nie z repo. W Launchpad'zie była tylko informacja, że pakiet został usunięty z repo. Żeby go odpalić musiałem jeszcze ręcznie ściągnąć co najmniej 6 pakietów, które były zależne od Wallpaper-Tray (też były wycofane z repo).
Teraz przejdę do wrażeń z samego użytkowania systemu z Canonical.

Tak jak obiecało Canonical system rzeczywiście jest szybszy. Również start systemu został przyspieszony. Jedna z rzeczy, która też długo trwała to przygotowanie do instalacji oprogramowania. Przed instalacją następuje odczyt bazy danych zainstalowanych programów. W 9.10 przy większej ilości odczyt bazy danych trwał czasem i pół minuty. Teraz działa to znacznie szybciej.
Zmorą poprzedniej edycji Ubuntu było PulseAudio. Trzeba było grzebać w plikach konfiguracyjnych, instalować dodatkowe oprogramowanie do konfiguracji. Jak na razie nie zauważyłem żadnych błędów w działaniu dźwięku. Fakt, że zostawiłem ustawienia programów z 9.10, bo mi się nie chciało wszystkiego od nowa konfigurować, a tam wszystko na PulseAudio ustawione.
Centrum Oprogramowania - funkcja która w 9.10 w ogóle nie była przeze mnie wykorzystywana, generalnie bezużyteczna ze względu na to, że w Synaptic'u mam wszystkie potrzebne opcje. Tym razem Canonical się postarało. Teraz z poziomu Centrum można instalować oprogramowanie z nieoficjalnych repozytoriów. Przed instalacją można poczytać opis, rekomendacje, zobaczyć screenshot'a. Są kategorie i podkategorie. Przydatne gdy nam się nudzi, a chcielibyśmy pobawić się jakimś nowym programem.
Canonical uderza teraz w nowy kierunek, próbuje zdobyć nowych użytkowników poprzez integrację systemu z serwisami społecznościowymi. W 10.04 Gwibber wchodzi w skład aplikacji systemowych i integruje się z panelem powiadamiania. Koperta na panelu powiadamia o nowych mejlach w Evolution i wiadomościach w Gwibber'ze. A ten obsługuje takie serwisy jak: Facebook, Flickr, Twitter, StatusNet, Qaiku, FriendFeed, Digg, Identi.ca. Próżno szukać polskich serwisów. W ramach umieszczania linków na owych serwisach, Gwibber oferuje usługę ich skracania automatycznego za pomocą serwisów specjalizujących się w tym.
Oprócz Gimpa wywalonego z płyty instalacyjnej usunięto trochę gier. W sumie dobrze, bo tak pewnie mało kto w nie grał. Zostało tylko kilka konkretnych gier, które były znane z poprzednich części (klon Tetris'a, Minesweeper, KDiamond). Gry w Ubuntu 10.04Pojawiła się jedna nowa ciekawa gra: gbrainy. Gra polega na rozwiązywaniu testów logicznych, matematycznych, ćwiczeniu pamięci i analogiach słownych. Zapisuje wyniki przerobionych testów i po skończeniu gry można zobaczyć wyniki w postaci wykresów. Gdy gramy już dłuższy czas nasze wyniki stają się coraz bardziej ciekawsze i mówią co nieco o naszej kondycji umysłowej. Warto poświęcić kilka minut dziennie na rozwiązywaniu kilku zagadek.
I na koniec kilka drobnych zmian, które mnie osobiście ucieszyły. W końcu rozwiązano problem z DNS'ami w połączeniu przez Play Online. Co prawda nie używa DNS'ów Play'a tylko bodajże OpenDNS, ale najważniejsze że działa. Czasem ciężko było sprawdzić właściwe adresy, skoro nie ma się dostępu do DNS (mało kto zna adres IP Google na pamięćWink ). Ułatwiono również udostępnianie plików w sieci lokalnej, np. po Sambie. Nie potrzeba uprawnień administratorskich, aby szybko udostępniać katalogi. W tym samym narzędziu do konfiguracji udostępniania (System/Preferencje/Współdzielenie plików osobistych) można również konfigurować udostępnianie przez Bluetooth'a. Z jednej strony to dobre rozwiązanie dla początkujących, ale z drugiej strony w ogóle nie działa konfiguracja udostępniania z pliku /etc/samba/smb.conf.

Generalnie Ubuntu 10.04 oceniam dobrze, to udana wersja. Choć z pewnym niepokojem ją instalowałem, obawiając się miesięcznej walki z systemem jak to miało miejsce w 9.10. Jest sporo nowości, usprawnień, nowych komponentów systemu, lepsza wydajność i szybkość działania. Ale nie podoba mi się droga jaką idzie Canonical. Z każdą dystrybucją coś wycinają aby dostosować się do nowych użytkowników, olewając starych, a przecież to oni stanowią trzon sukcesu Canonical. Jeśli dalej tak pójdzie Ubuntu stanie się tylko dystrybucją dla początkujących, przystankiem w drodze do sięgnięcia po trudniejsze dystrybucje, które nie zmieniają się tak szybko i radykalnie. To może wprowadzić dużo rotację użytkowników i może również poprzez feedback źle wpłynąć na same Ubuntu. Ale mam nadzieje, że to nigdy nie nastąpi i Ubuntu nie stanie się Linuksem, który będzie debil friendly.
Spodobało Ci się? Udostępnij, przypnij, podziel się z innymi:

Simple Disqus Comments